czwartek, 25 lutego 2010

Luty nie sprzyja innym światom

Luty zdecydowanie nie jest moim dobrym miesiącem. Czwarty tydzień zmagam się ze wszystkimi przeciwnościami losu. Już nawet nie próbuję udawać uśmiechniętej i radosnej, bo wszystko jest skierowane przeciwko mnie. Najmniejszym problemem jest szkoła, która zdaje się być instytucją anty. Przy takiej ślicznej pogodzie, siedzę w komunistycznym budynku i czekam na dzwonek. Nie poruszyła mnie jedynka z PO za brak bandaża(:D), jakieś tam dopy z geografii. Kulminacja nastąpiła w ten poniedziałek, kiedy to śniło mi się, że przetrzymałam pół roku jakieś nuty, w związku z czym kazano mi zapłacić olbrzymią kwotę i uciekałam przed nimi. Kiedy wstałam pierwsze co zobaczyłam na terminy zwrotu moich nut. Co prawda nie przetrzymałam pół roku, ale tydzień, przez co musiałam iść kawał drogi, żeby oddać... Skończyłam semestr angielskiego i hiszpańskiego, ale nie mogę doczekać na kolejne zajęcia. No i gdzie w takim chaosie znaleźć czas na czytanie i oglądanie filmów? Byłam dwa razy w filharmonii (65 lecie otwarcia F. Krakowskiej), w kinie na żenującym filmie pt: "Księga ocalenia". Przez dwa tygodnie miałam fazę na czarne księgi - na szczęście już mi przeszło, a teraz śmieję się z utworów Kabaretu Starszych Panów (Mambo Spinoza...). Dlatego czytanie idzie mi opornie, zwłaszcza że na stoliku czeka "zbrodnia i kara" oraz "hakawati...". Ostatni łikend będzie czasem otrzeźwienia duchowego, a mam nadzieję, że w marcu będzie więcej czasu na odlecenie w odległe światy. I liczę na słoneczną pogodę!

niedziela, 7 lutego 2010

Saga Zmierzch - zniewalający Edward w komercyjnym chłamie

Nie chciałam, żeby tak się skończyło. Moim postanowieniem było nie dać się tej serii, gdyż jako bestseller na pewno wciąga, jako książka, na pewno jest beznadziejnie głupia. Po wielu namowach ze strony siostry, w połowie ferii zaczęłam czytać. Siedziałam i chłonęłam kolejne strony. Mało jadłam, zasypiałam po 2, nic nie zrobiłam pożytecznego. Co prawda, były to ferie, byłam chora, ale miałam ten czas spożytkować inaczej. Ale trudno. Dobrnęłam do 3 części i czekam na ostatnią. W zasadzie rozumiem rzeszę nastolatek, które zakochują się w bohaterze, nie mogą się doczekać kolejnych części. Kiedy trwała moda na Harrego Pottera, ten cykl miał przynajmniej ciekawą fabułę, a gierki miłosne były jednym, urozmaicającym wątkiem. Tutaj pseudo miłość jest chyba najważniejszą rzeczą, której dopatrzyłam się podczas lektury. Opiekuńczość edwarda, jego podejście do dziewczyny jest tak piękne, że aż niemożliwe. Jest to chwyt, który przyciągnął tłum wielbicielek. Faktem jest, że straciłam 2 tygodnie na coś, co nie ma żadnej przyszłości. Ale przynajmniej mogę bez oporów powiedzieć: ta książka rzuca czar, który na mnie nie działa.

sobota, 30 stycznia 2010

Powrót do szkoły...


Nie wiem, czy te dwa tygodnie pomogły mi na odreagowanie i nabranie sił na pełne 8 tygodni. Pierwszy tydzień był, jak już wspominałam, cudownym przeżyciem, a drugi pozwolił mi na całkowite zanurzenie się w książkach i filmach. Jednak cały czas ciążą myśli o szkole, przez sen przypominam sobie szkolne historie, półka ugina się od materiału, który dawno już powinnam opanować. Dopiero dzisiaj zabrałam się do pracy a i tak mam wrażenie,że do poniedziałku nie zdążę. Bo nie zdążę. Na razie, dostatecznie opanowałam barokowe opery na historię muzyki, nauczyłam się 50 słówek na dod angielski i napisałam zadanie na hiszpański i przećwiczyłam połowę kadencji. Nie udało mi się poćwiczyć na pianinie, choć moim celem było nauczenie się choćby jednego utworu na pamięć. Nie udało się, bo cały czas jestem chora i głowa tak mnie boli, kiedy próbuję ją zagłuszyć dźwiękami. Wiem że to zbyt znana wymówka, ale jakże prawdziwa. Zapewne zachowuję się jak zawodowy kujon, ale przerażają mnie ciągłe poprawy. Zalegają i nie da się ich nadrobić. Prawdziwy koszmar. Już nie wspominam o takich beznadziejnych sprawdzianach jak biologia, geografia, fizyka, religia, na które nie mam ambicji się uczyć. No, może jeszcze biologia. Ale tego jest tak dużo... Wszystko tak się zbiera, że jutro eksploduje. Na 100%. A wtedy wrócę do książki, włączę telewizor. Zawsze tak robię, kiedy nie wiem od czego zacząć. I znowu mam wyrzuty, że nie jestem systematyczna. Systematyczność wiele ułatwia, ale jest taka trudna w realizacji... Cóż.

czwartek, 28 stycznia 2010

John Boyne - chłopiec w pasiastej piżamie


Krótka, a jak wciągająca lektura. Tylko dlaczego znalazłam ją w dziale dziecięcym? Kiedy nie wiedziałam nic o tym autorze, byłam pewna,że jego korzenie są polskie, żydowskie lub niemieckie. Jednak nic takiego nie znalazłam. Irlandczyk opisuje życie dwóch chłopców - polaka( żyda) i niemca. Niemiec myśli że cierpi z powodu swoich problemów, często wyimaginowanych, w porównaniu do chłopca w piżamie. Niemiec - bogaty, z wyższych sfer, nie wie czym jest głód, strata rodziców, brak mieszkania. On był przyzwyczajony do berlińskich wygód, domu z 3 piętrami, schodami z balustradą. Kiedy przenoszą się do Po-świata, dostrzega ludzi, którzy żyją zupełnie inaczej. Jak to określił jego tata - generał- nieludzie, mają niebieskie ubranie, są smutni i wychudzeni. Cały czas pracują. Nie potrafi zrozumieć tej "wsi", gdzie ludzie mieszkają w parterowym budynku bez łazienek. I jak na końcu odwiedza je, zdumiewa go brak roześmianych dzieci i dziadka w bujanym fotelu. Książka nie jest trudna i pięknie pokazuje tamten świat. Polecam

wtorek, 26 stycznia 2010

Orhan Pamuk - Nowe życie


Po przeczytaniu tej książki mam mieszane uczucia. Mam wrażenie, że chłopak wie jak pisać, ale nie wie o czym. Widać,że z opisami radzi sobie bardzo dobrze, ale nie wiem czemu jego fabuła wyglądała jak dziurawy, pleśniowy ser. Była to baśń tak fantastyczna( w złym tego słowa znaczeniu) i niewiarygodna. Student przeczytał książkę, która otwarła mu oczy na to, że żyje w innym świecie, nie pasuje do niego i postanawia odkryć swoje miejsce. I do strony 100 czytałam z nieudawaną przyjemnością, zwłaszcza,że ostatnio sama mam myśli, gdzie jestem i kim właściwie jestem. Ale to dłuższa historia. Natomiast jeżdżenie autobusami, szukanie człowieka zmieniającego tożsamość i wpleciony wątek z dziewczyną jego marzeń, był totalną bzdurą i kiedy w p0ewnym momencie powiedział, ze nie czyta książek wspołczesnych, tylko rzuca je w połowie, miałam ochotę zrobić to samo. Ale nie, profesjonalny czytelnik nie zostawia niedokończonej historii, wobec czego doczytałam do końca. Brzydko mówiąc, "zaliczyłam" tureckiego noblistę, drugą afrykańską książkę i czekam na poprawę humoru.

Ferie,,,

Poprzedni tydzień był najbardziej udanym tygodniem nie tylko w roku, ale co najmniej od początku roku szkolnego. Można pomyśleć że wypad z chmarą dzieci (Kornelia...) do dziury pełną grzybów, koków i pierogów jest czymś strasznym i zatrważającym. Może tak jest, ale nie w tym wypadku. Co prawda towarzystwo pokojowe było nie ciekawe( och Kornelia...), ale nasza grupa rozwalała wszystkich. Pionierzy na stołówce, jedyni w podróży po 22 i co chwila sprośne żarty. Z żalu rozchorowałam się i siedzę teraz cały czas kichając, bez przerwy śmiejąc się do monitora. Odleciałam w inny świat, który błyskawicznie i nagle się skończył i wmawiają mi, że już się to nigdy nie powtórzy. A musi! Nie ma to jak ambitne kłótnie z panem M., miłe komplementy o złotych zębach góroli na zospie. Nawet jurowanie w jukendensie wybaczyłabym. Sunęłoby się kuligie, nawet przy tej temperaturze. Chodziłoby się po krupówkach, nawet bez śniegowych. Siedziałoby się w pokoju mimo jego specyficznych cech. A na wspomnienie pana, lecącego "na główkę", mam kolkę ze śmiechu. Czemu show can't go on?

niedziela, 10 stycznia 2010

Stosik noworoczny


Nie zdążyłam przeczytać tamtych książek, a już mam nowe. Niedługo ferie, może zagospodaruję więcej czasu na czytanie. W tym miesiącu (wigilia, allegro) zdobyłam następujące pozycję:
1.Lisa See - Kwiat śniegu i sekretny wachlarz - bardzo lubię azjatyckie klimaty
2. F. Dostojewski - Zbrodnia i kara - klasykę trzeba znać:)
3. G.G. Marquez - Miłość w czasach zarazy - na tą książkę polowałam od dawna
4. Stowarzyszenie umarłych poetów - kiedyś widziałam film
5. D.Brown - Zwodniczy punkt - jedyna, której nie przeczytałam ( a nowa już za chwilę w Polsce)
6. B.Prus - Faraon - znowu ciekawa klasyka
7. J.W. Goethe - Cierpienia młodego Wertera - z rozpędu:D

Recenzje wkrótce się pojawią...

"Kochanice króla" i "Księżna"



Jestem zauroczona "Kochanice króla...". Miałam okazję obejrzeć go w tym tygodniu, zaraz po "Księżnej". Oba filmy to dramaty kostiumowe, "Kochanice..." opiera się na prawdziwych faktach. I ten film jest o niebo lepszy od Księżnej. Fabuła tak zagmatwana, a jednocześnie przejmująca i do końca trzymająca w napięciu. Sceneria przeurocza, śliczne widoki, wspaniałe kreacje. Aktorki (Natalie Portman, Scarlett Johansson) grają cudownie. Król (Eric Bana) przystojny i urzekający, choć w życiu przeciętny. Wszystko otula prześliczna muzyka, która pięknie dopełnia milczące sceny. Księżna to niewydarzony pomysł z nudną fabułą i nie pasującą aktorką (Keira Knithley). Polecam każdemu Kochanice króla, bo naprawdę jest to film warty uwagi. Za to Księżną omijajcie z daleka.

czwartek, 7 stycznia 2010

Wszystko i nic. Raczej nic.

Czytanie idzie mi średnio. Zaczynam wątpić w moją doskonałą wymówkę jaką jest brak czasu. Miałam ochotę czytać dzisiaj całe popołudnie. Jednak większość czasu siedzę przed komputerem lub idę do kuchni, aby skonsumować coś niezdrowego. Zaczęłam czytać drugą książkę w tym roku - "Pożegnanie z Afryką". Bardzo znana książka, klasyka. Bardzo mnie zainteresowała, ale nie wciągnęła. Czemu te ciekawsze książki trudniej się czyta? Ja wiem, że moje wydanie jest byle jakie, bo z gazety wyborczej, jednak brnę dalej przez dzikie puszcze. Do weekendu muszę skończyć, aby zająć się Dostojewskim. Tak, to będzie wielkie spotkanie. Już nie mogę się doczekać. Chciałam dołączyć stosik, ale ja, jako Leń nie ma siły sfotografować zdobyczy. Wszystko przede mną.

czwartek, 31 grudnia 2009

Podsumowanie?


Przeglądając blogi, zauważyłam statystyki, podsumowania. Ja nie mogę tego robić, gdyż mój blog jest bardzo krótki, a recenzje zaczęłam pisać co najwyżej miesiąc temu. Od maja zaczęłam zapisywać to, co przeczytałam i jest ich w sumie 44. Bez podsumowań, ale z postanowieniem. W tym roku chciałabym rozpocząć ponownie przygodę z Nabokowem, przeczytać jakiś ułamek klasyki: Dostojewski?. Poza tym chciałabym rozpocząć czytanie książki po angielsku. Mój angielski jest koszmarny, ale zaczynając od bajek R.Dahla, może poprawię swój poziom. W tym roku przebrnęłam przez „Imię róży”, zakochałam się w Moskwie w „Mistrzu i Małgorzacie”. Zainspirowana wyzwaniem czytelniczym, które tylko obserwowałam, odkryłam twórczość azjatyckich pisarzy i na mojej liście „Do przeczytania” jest ich sporo. Zainteresowana językiem hiszpańskim dostrzegłam iberoamerykańskich pisarzy: Cortazar, Llosa, Marquez i mimo niektórych negatywnych opinii w tym roku poznam ich jeszcze bardziej. Muszę zauważyć, że od maja przeczytałam tylko jedną książkę „polską” i była to „Zapalniczka” Chmielewskiej. Zanudziła mnie na śmierć i była to jedna z przyczyn zerwania z polską twórczością. Równie mało było amerykańskich pisarzy, a byli to: Dan Brown, King i Orwell. I tak skromnie podsumowałam książkowy rok.

wtorek, 29 grudnia 2009

Motyl i skafander


Święta w pełni. Wreszcie mam czas na czytanie, czytanie, czytam bez przerwy. Muszę nadrobić zaległości. Książkę "Motyl i skafander" przeczytałam, pamiętając film, który był na podstawie książki. Wiem, że najpierw powinnam przeczytać, potem oglądać. Po raz pierwszy stwierdzam, że film był o wiele lepszy niż książka. Wiem, okoliczności jej powstania są oryginalne i wiele tłumaczą, ale zupełnie nie poruszyła mnie ta zaledwie 120 stronicowa historia. Możliwe, że miałam zbyt wygórowane ambicje, ale zawiodłam się na tej francuskiej opowieści.

Ostatnia runda - J.Cortazar


Cortazar. Mistrz literatury, uznany, szanowany, uwielbiany. Widocznie jestem wyjątkiem, bo w ca
łej książce bylo co najwyżej 20 stron, które mnie zainteresowaly. Cala książka byla chaotyczna, skakanie od tematu do tematu. Równoczesnie język bardzo wspólczesny i pomimo że nie schematyczny, dzialal na nerwy. Myslalam,że będzie to moja próba do przeczytania "gry w klasy", ale mimo zachęcających recenzji, odkladam ją na później.

środa, 23 grudnia 2009

Yann Martel - "Życie Pi"


Co będziesz w stanie zrobić, kiedy zostaniesz sam jeden, na środku oceanu, z tygrysem bengalskim? Do jakich czynów się dopuścisz, żeby przeżyć? Kiedy ogarnia Cię strach i zrezygnowanie, całym sobą starasz się przezwyciężyć ocean, ból, samego siebie. Pięknie napisana książka, sceny są napisane tak realistycznie, zwłaszcza te, kiedy bohater zabija zwierzęta... Krew i morska woda leje się po kartkach, potęgując ciekawość czytelnika. Sama historia wydaje się nieprawdopodobna, ale jedyna w swoim rodzaju. Trudno powiedzieć, jaka jest fabuła, bo każda recenzja nie odda całego uroku tej atmosfery. Polecam tą książkę każdemu, kto ma silne nerwy i chęci pływania po wzburzonym Oceanie Spokojnym.

Nowości grudniowe

Zamieszczam dwa stosiki zdobytych książek. Pierwszy zawiera książki wypożyczone, drugi zakupione:
1. Julio Cortazar - "ostatnia runda" - czas na poznanie tego ,podobno, wspaniałego autora
2. Juan Dominique - Bauby - " Motyl i skafander' - oglądałam wspaniały film na podstawie tej książki
3. Yann Martel - "Życie Pi" - miłe wspomnienia po przeczytaniu jego książki nie pozwalały mi przejść obok tej obojętnie
4. Erica Splinder - "Naśladowca" - idealna książka na zimowe wieczory
5.H.Murakami - Na południe od granicy, na zachód od słońca" - chciałabym sobie ją przypomnieć
6.Mario Vargas Llosa - "Pochwała macochy"- kolejny autor, którego muszę "spróbować"
7.Ela i Andrzej Baruch - "4 tygodnie w Japonii" - ostatnio ciągnie mnie do orientalnych kultur


1.Markus Zusak - "posłaniec" - pięknie wydana, gruba książka, z ciekawymi recenzjami. Kto wie?
2 Anonim - Książka bez tytułu - hmmm...
3 McMafia - zbrodnia nie zna granic
4 Aglaya Veteranyi - ""Kto znajduje, źle szukał" - książki te wygrałam w radiu rmf classic
5 Jarosław Iwaszkiewicz - "Matka Joanna od Aniołów"
6 Virginia Woolf - "Flush"
7. Emilia Batura - "Komeda - Księżycowy chłopiec" - książka z płytą, którą bez przerwy słucham

Jutro Nochebuena. Zapewne pod choinką będą czekać świeżo wydrukowane książki, które długo będą czekać w kolejce do przeczytania.
Pojutrze, aż do Nowego roku, będę niedostępna na wszelkiego rodzaju propozycje, jedynie papierowe postacie, będą mogły ze mną żywo konwersować.

piątek, 11 grudnia 2009

Konsekwencja i uwalnianie myśli

Jak widać, brak konsekwencji przejawia się u mnie na każdym kroku. I nie ma na to żadnego usprawiedliwienia. Ani brak czasu, ani brak internetu, nawet świnska grypa, nie powinna przeszkodzić mi w regularnym "wypróżnianiu" moich myśli. Bo jeśli takowe są - to ulegają połowicznemu rozpadowi i lądują daleko ode mnie. Można nawet powiedzieć, że im bardziej chę zapamiętać daną refleksję, tym szybciej ulega emulgacji lub katalizie, a wtedy całe moje intelektualne uniesienia z głośnym hukiem spadają na szary beton. I tak minął cały semestr. Nieustająca walka z zegarami, można rzec, że to nieuleczalna choroba. Zero postępów w nauce, latanie za nauczycielami i ciągłe poczucie rezygnacji, irytacji i beznadziei. Liczba przeczytanych książek jest poniżej dopuszczalnej, o filmach nawet nie wspominając. Ale za tydzień będzie pierwszy wolny weekend. Może to pomoże mi ogarnąć wszelkie zaległości. Po egzaminach, zaliczeniu angielskiego i historii, powiem koniec i do 5 stycznia nie pomyślę o szkole. Każdy dzień doprowadza mnie do psychicznego samobójstwa. Każdy drąży pewną dziurę, która coraz bardziej przeszkadza mi w funkcjonowaniu. Każde moje zdanie jest źle interpretowane, jak utarło się mówić - moje zdania mają wiele podtekstów, kontekstów i den. Czuję się czasami, jakbym latała po zupełnie innej planecie niż Oni. I tylko od 8 do 15 zderzamy się powodując Wielkie Wybuchy. Co prawda, nie jest to całkowicie depresyjny moment. Zdarzają się chwilę humoru, sielanki, ale jest dużo Demonów, które z każdej strony pchają na Ciebie, aby nie mogło być miło. Grudzień to miesiąc pełen zróżnicowanych nastrojów. Poprzez miły i ciepły oddech Św. Mikołaja, który potrafi rozweselić towarzystwo, do czasu pełnego refleksji i zadumy. Akurat nie myślę tu o Swiętach, Adwencie i tych bądź co bądź przyziemnych sprawach. Może to ta głupia wycieczka klasowa podziałała na mnie w ten sposób, ale czuję się całkiem przezroczysta i wyjałowiona. Oprócz szkoły, tak naprawdę nie mam żadnych innych tematów. Instytucja ta, bardzo stara się w organizacji wolnego czasu. Ba! Oni nie widzą problemu w przybyciu na dwie różne lekcje o tej samej godzinie. W sobotę. A ja chciałabym doświadczyć czegoś innego. Zebym mogła mieć jakiś chociażby zastępczy temat, bo nawet szkoła językowa nie daje takich możliwości. Kończę to umartwianie się nad sobą, chociaż wiem, że nikt tego nie przeczyta. Właśnie udało mi się przeczytać książkę H. Murakami - "Sputnik Sweetheart" i zakochana w jego pisarstwie, kolejny raz sięgnę po inną jego książkę. I tak oto wypróżniona, mam wolną głowę, do malowania i rzeźbienia myśli, które może zobaczą światło bloga.

piątek, 28 sierpnia 2009

Za dużo polskiego.

Nigdy nie przepadałam za polską twórczością filmową. Oczywiście - można znaleźć dobre filmy, ale nie zdarza sięto bardzo często. I dlatego, czasem oglądałam. Nie powiem, żeby to była jakaś wybitnie inteligentna rozrywka, ale cóż... chodziłam, płaciłam, czasem wypożyczałam dvd. Ale koniec! Definitywny stop paranoi. To, co opanowało teraz polski rynek, można nazwać jedynie jakąś studnią tępych, powtarzających się, takich samych historii. Oto dlaczego tak mówię. Dawno temu oglądałam film:"U pana Boga za piecem". Świetny film, życzę więcej takich dobrych filmów polskim reżyserom. Już II cz. tego pomysłu, była przesadzona, przez ten serial o tym samym tytule, stracił swój smaczek. Ale najnowszy tytuł, to już porażka na całej linii. Kompromitacja aktorów, kompromitacja reżysera, kompromitacja wszystkich osób, pracujących nad tym filmem. Całkowita strata czasu. Po tym filmie jeszcze długo będę dochodzić do siebie. Przed chwilą obejrzałam Happy go lucky - czyli co nas uszczęśliwia" i to, co jest typowym anglojęzycznym filmem, jest niebem w porównaniu do polskich bohomazów.

czwartek, 27 sierpnia 2009

Lektury za granicą...

Od dawna ciekawią mnie zwyczaje w innych krajach. Chciałabym poznawać ich rytuały, obyczaje, języki. Bez względu na to, czy byłaby to Francja czy Słowacja. Jest to niezmiernie ekscytująca sprawa, jednak poznanie danego kraju zza kulis wymaga wiele czasu i podróży. Nie wiele jest informacji w internecie, nie ma żadnych książek. Film "Klasa" pokazuje francuską szkołę, która uczy tzw margines społeczny. Zainteresowana szkołą we Francji dowiedziałam się,że np. w środę, uczniowie mają wolne popołudnia, że historia jest połączona z geografią. A nasza 3 licealna to tamtejsza klasa "0". nie znalazłam żadnej wzmianki o tym, przez jakie lektury musi przebrnąć Francuz. Wiem, że są dzieła, które są czytane w wielu krajach - także w Polsce, ale jakie dzieła francuskie dominują na spisie lektur jak u nas poezja Szymborskiej czy proza Sienkiewicza? niestety uważam,że odpowiedź znajdę w dalekiej przyszłości.

środa, 26 sierpnia 2009

Jak zwykle smutno

Cóż, nie udało się. Miałam postanowienie pisania bloga, przede wszystkim wypowiadania się na temat licznych książek. Ale nie. Nie udało mi się wytrwać w postanowieniu. Wakacje upłynęły szybko, ale przyjemnie. Udało mi się zrobić remont w pokoju, byłam na wspaniałych wakacjach w Chorwacji. Kocham ten kraj ze względu na ludzi, którzy wydają się być zawsze szczęśliwi i uśmiechnięci - nie tak jak wiecznie o coś obrażeni Polacy. I to ciepłe morze... Cudownie.Nadrabiałam zaległości książkowe - stosiki robią się mniejsze, ale cały urok polega na tym, że nigdy nie znikną. Spośród przeczytanych są i lekkie i ambitniejsze. Znalazła się wśród nich literatura rosyjska - Bułhakowa i lżejsza - amerykańska, Browna.Chciałabym zamieścić kilka notek na ich temat. Może się uda. Teraz walczę z Sienkiewiczem i jego "Potopem". A zaraz po nim: "miasto i psy", ale to już chyba we wrześniu

sobota, 20 czerwca 2009

Wakacyjne zamyślenie

Koniec. Koniec kolejnego roku. Czas na rozpoczęcie czegoś nowego, fascynującego, innego. Zaczynam pisać blog. Dokończę czytać zakurzone już książki, obejrzę interesujące filmy. A może powrócę do fotografii? Aparat dalej emanuje swoim blaskiem. Oczywiście jak co roku, zrobiłam plan wakacyjny, którego oczywiście nie zrealizuje. Mam zamiar pomalować swój pokój - znudziły mi się aktualne kolory. Pomimo,że już nie mogę się doczekać wyjazdu, cieszę się, mając przed sobą taki ogrom wolnego czasu. A teraz? Teraz dokończę książkę A.Christie - "Śledztwo na cztery ręce". Tak dawno jej nie czytałam i zaczęło mi brakować tego klimatu. Przy może banalnym wyborze muzyki - nokturny Chopina,będę rozwiązywać mroczne zagadki niczym Sherlock Holmes. A więc do dzieła!