wtorek, 26 stycznia 2010

Orhan Pamuk - Nowe życie


Po przeczytaniu tej książki mam mieszane uczucia. Mam wrażenie, że chłopak wie jak pisać, ale nie wie o czym. Widać,że z opisami radzi sobie bardzo dobrze, ale nie wiem czemu jego fabuła wyglądała jak dziurawy, pleśniowy ser. Była to baśń tak fantastyczna( w złym tego słowa znaczeniu) i niewiarygodna. Student przeczytał książkę, która otwarła mu oczy na to, że żyje w innym świecie, nie pasuje do niego i postanawia odkryć swoje miejsce. I do strony 100 czytałam z nieudawaną przyjemnością, zwłaszcza,że ostatnio sama mam myśli, gdzie jestem i kim właściwie jestem. Ale to dłuższa historia. Natomiast jeżdżenie autobusami, szukanie człowieka zmieniającego tożsamość i wpleciony wątek z dziewczyną jego marzeń, był totalną bzdurą i kiedy w p0ewnym momencie powiedział, ze nie czyta książek wspołczesnych, tylko rzuca je w połowie, miałam ochotę zrobić to samo. Ale nie, profesjonalny czytelnik nie zostawia niedokończonej historii, wobec czego doczytałam do końca. Brzydko mówiąc, "zaliczyłam" tureckiego noblistę, drugą afrykańską książkę i czekam na poprawę humoru.

Ferie,,,

Poprzedni tydzień był najbardziej udanym tygodniem nie tylko w roku, ale co najmniej od początku roku szkolnego. Można pomyśleć że wypad z chmarą dzieci (Kornelia...) do dziury pełną grzybów, koków i pierogów jest czymś strasznym i zatrważającym. Może tak jest, ale nie w tym wypadku. Co prawda towarzystwo pokojowe było nie ciekawe( och Kornelia...), ale nasza grupa rozwalała wszystkich. Pionierzy na stołówce, jedyni w podróży po 22 i co chwila sprośne żarty. Z żalu rozchorowałam się i siedzę teraz cały czas kichając, bez przerwy śmiejąc się do monitora. Odleciałam w inny świat, który błyskawicznie i nagle się skończył i wmawiają mi, że już się to nigdy nie powtórzy. A musi! Nie ma to jak ambitne kłótnie z panem M., miłe komplementy o złotych zębach góroli na zospie. Nawet jurowanie w jukendensie wybaczyłabym. Sunęłoby się kuligie, nawet przy tej temperaturze. Chodziłoby się po krupówkach, nawet bez śniegowych. Siedziałoby się w pokoju mimo jego specyficznych cech. A na wspomnienie pana, lecącego "na główkę", mam kolkę ze śmiechu. Czemu show can't go on?

niedziela, 10 stycznia 2010

Stosik noworoczny


Nie zdążyłam przeczytać tamtych książek, a już mam nowe. Niedługo ferie, może zagospodaruję więcej czasu na czytanie. W tym miesiącu (wigilia, allegro) zdobyłam następujące pozycję:
1.Lisa See - Kwiat śniegu i sekretny wachlarz - bardzo lubię azjatyckie klimaty
2. F. Dostojewski - Zbrodnia i kara - klasykę trzeba znać:)
3. G.G. Marquez - Miłość w czasach zarazy - na tą książkę polowałam od dawna
4. Stowarzyszenie umarłych poetów - kiedyś widziałam film
5. D.Brown - Zwodniczy punkt - jedyna, której nie przeczytałam ( a nowa już za chwilę w Polsce)
6. B.Prus - Faraon - znowu ciekawa klasyka
7. J.W. Goethe - Cierpienia młodego Wertera - z rozpędu:D

Recenzje wkrótce się pojawią...

"Kochanice króla" i "Księżna"



Jestem zauroczona "Kochanice króla...". Miałam okazję obejrzeć go w tym tygodniu, zaraz po "Księżnej". Oba filmy to dramaty kostiumowe, "Kochanice..." opiera się na prawdziwych faktach. I ten film jest o niebo lepszy od Księżnej. Fabuła tak zagmatwana, a jednocześnie przejmująca i do końca trzymająca w napięciu. Sceneria przeurocza, śliczne widoki, wspaniałe kreacje. Aktorki (Natalie Portman, Scarlett Johansson) grają cudownie. Król (Eric Bana) przystojny i urzekający, choć w życiu przeciętny. Wszystko otula prześliczna muzyka, która pięknie dopełnia milczące sceny. Księżna to niewydarzony pomysł z nudną fabułą i nie pasującą aktorką (Keira Knithley). Polecam każdemu Kochanice króla, bo naprawdę jest to film warty uwagi. Za to Księżną omijajcie z daleka.

czwartek, 7 stycznia 2010

Wszystko i nic. Raczej nic.

Czytanie idzie mi średnio. Zaczynam wątpić w moją doskonałą wymówkę jaką jest brak czasu. Miałam ochotę czytać dzisiaj całe popołudnie. Jednak większość czasu siedzę przed komputerem lub idę do kuchni, aby skonsumować coś niezdrowego. Zaczęłam czytać drugą książkę w tym roku - "Pożegnanie z Afryką". Bardzo znana książka, klasyka. Bardzo mnie zainteresowała, ale nie wciągnęła. Czemu te ciekawsze książki trudniej się czyta? Ja wiem, że moje wydanie jest byle jakie, bo z gazety wyborczej, jednak brnę dalej przez dzikie puszcze. Do weekendu muszę skończyć, aby zająć się Dostojewskim. Tak, to będzie wielkie spotkanie. Już nie mogę się doczekać. Chciałam dołączyć stosik, ale ja, jako Leń nie ma siły sfotografować zdobyczy. Wszystko przede mną.

czwartek, 31 grudnia 2009

Podsumowanie?


Przeglądając blogi, zauważyłam statystyki, podsumowania. Ja nie mogę tego robić, gdyż mój blog jest bardzo krótki, a recenzje zaczęłam pisać co najwyżej miesiąc temu. Od maja zaczęłam zapisywać to, co przeczytałam i jest ich w sumie 44. Bez podsumowań, ale z postanowieniem. W tym roku chciałabym rozpocząć ponownie przygodę z Nabokowem, przeczytać jakiś ułamek klasyki: Dostojewski?. Poza tym chciałabym rozpocząć czytanie książki po angielsku. Mój angielski jest koszmarny, ale zaczynając od bajek R.Dahla, może poprawię swój poziom. W tym roku przebrnęłam przez „Imię róży”, zakochałam się w Moskwie w „Mistrzu i Małgorzacie”. Zainspirowana wyzwaniem czytelniczym, które tylko obserwowałam, odkryłam twórczość azjatyckich pisarzy i na mojej liście „Do przeczytania” jest ich sporo. Zainteresowana językiem hiszpańskim dostrzegłam iberoamerykańskich pisarzy: Cortazar, Llosa, Marquez i mimo niektórych negatywnych opinii w tym roku poznam ich jeszcze bardziej. Muszę zauważyć, że od maja przeczytałam tylko jedną książkę „polską” i była to „Zapalniczka” Chmielewskiej. Zanudziła mnie na śmierć i była to jedna z przyczyn zerwania z polską twórczością. Równie mało było amerykańskich pisarzy, a byli to: Dan Brown, King i Orwell. I tak skromnie podsumowałam książkowy rok.

wtorek, 29 grudnia 2009

Motyl i skafander


Święta w pełni. Wreszcie mam czas na czytanie, czytanie, czytam bez przerwy. Muszę nadrobić zaległości. Książkę "Motyl i skafander" przeczytałam, pamiętając film, który był na podstawie książki. Wiem, że najpierw powinnam przeczytać, potem oglądać. Po raz pierwszy stwierdzam, że film był o wiele lepszy niż książka. Wiem, okoliczności jej powstania są oryginalne i wiele tłumaczą, ale zupełnie nie poruszyła mnie ta zaledwie 120 stronicowa historia. Możliwe, że miałam zbyt wygórowane ambicje, ale zawiodłam się na tej francuskiej opowieści.